New Jersey

poleć serwis drukuj
Alina Karpiesiuk w...
Księgarnia Polish...

Pani Alina zamknęła swoją książkę

07-14-2018

Alina Karpiesiuk – założycielka kilku polskich księgarni w stanach Nowy Jork i New Jersey, po powrocie w 2017 roku do Polski i próbie ułożenia sobie życia na nowo, niespodziewanie zmarła 23 maja 2018 roku.

Alina. Po prostu.

Pewnego dnia zajrzałem do Księgarni – Polish Bookstore w zakątku Botany Place. Zacząłem szukać na półkach książki „Kapuściński: nie ogarniam świata”, której autorami są Witold Bereś i Krzysztof Burnetko. W pewnym momencie podeszła do mnie sympatyczna pani i zapytała, czego szukam. Kiedy wymieniłem tytuł, chwilę pomyślała, odeszła kilka kroków, ściągnęła książkę z półki i wręczyła mi ją z uśmiechem. Od tej pory zaczęła się moja przyjaźń z panią Aliną. Oczywiście przeszliśmy na „ty”. I dużo czasu spędzaliśmy na rozmowach o... książkach. Dużo mi o sobie opowiedziała.

Alina Karpiesiuk przyjechała do Ameryki w 1988 roku. Zamieszkała na Greenpoincie. Rok żyła ze sprzątania domów. Później dwa lata z Leszkiem Hoderą (partnerem i mężczyzną swojego życia) pracowała na azbestach na Manhattanie, po 12-14 godzin dziennie. W weekendy często dorabiali w polskiej księgarni na Greenpoincie. A to dlatego, że kochali książki i kochali je czytać… Coraz głośniej marzyli o własnym biznesie, czyli... księgarni. Bo wówczas mogliby być niemal cały czas w świecie, który kochali – w świecie książki. Marzyli też o sprowadzeniu dzieci z Polski. Jeśli się naprawdę marzy, to marzenia się spełniają. W ich życiu tak się stało.

Książki przede wszystkim...

W pewnym momencie zdecydowali się opuścić Greenpoint i otworzyć własną księgarnię w Passaic w stanie New Jersey. Najpierw testowali rynek… Ustawiali stoły z książkami przy sklepie Staś Meat Market na Market Street w Passaic. Pomagała im w tym córka Aliny – Magda, którą udało się ściągnąć z Polski. Co weekend, przed polskim sklepem z wędlinami, zachęcali klientów do kupna – obok chleba i kiełbasy – również polskiej książki. Trwało to blisko rok. Byli już pewni, że chcą otworzyć własną księgarnię z prawdziwego zdarzenia.

I oto pojawił sie niespodziewanie lokal do wynajęcia, vis a vis sklepu Staś Meat Market, przy163 Market Street. Udało im się ten lokal wynająć i w ten sposób powstała pierwsza polska księgarnia w New Jersey.

Pani Ala – atrakcyjna, szczupła, ładna blondynka (czasem rudowłosa pani księgarka) okazała się być... Panią od wszystkiego… Od doradzenia, jaką książkę kupić, od pogadania i dania dobrej życiowej rady. Pomagała zdobyć pracę. Rozczytała Polonię. Sama czytała dużo, więc wiedziała, co jest dobre, a na co szkoda czasu. Była uczciwa w tym, co doradzała potencjalnym czytelnikom, choć może często wbrew własnemu biznesowi.

Konsekwencją rozwoju biznesowego były jej następne księgarnie w Linden, NJ, a później na Manhattan Avenue na Greenpoincie. Był taki moment, że wszystkie trzy księgarnie miały się dobrze, świetnie funkcjonowały i zarabiały. Było też kilka dodatkowych miejsc na Florydzie, w Kalifornii i w stanie Illinois, gdzie sprzedawała polskie książki. Oczywiście za tym poszły wywiady w mediach polonijnych i splendor. No bo książki to prestiż.

Niestety, nie można być w trzech miejscach jednocześnie. Księgarnia w Linden została zamknięta, bo tak po prostu w pewnym momencie przestała przynosić zysk. W dobrze prosperującej księgarni na Greenponcie, którą w międzyczasie od Ali odkupił jej syn Konrad, pewnego zimowego dnia zapaliła się instalacja elektryczna. Mimo że Ala nie była już oficjalnie właścicielką, dotknęło ją to bardzo.

W 2000 roku, dość niespodziewanie, na raka mózgu zmarł Leszek – miłość życia Aliny, ale też i współtwórca księgarń. Skupiła się wówczas na pracy w księgarni w Passaic. Mimo że dalej chwila biznesowa trwała, emocjonalnie nie było to dla niej łatwe do udźwignięcia. Ale starała się, walczyła kilkanaście lat, by swoją księgarnię utrzymać w jak najlepszym stanie... Po upływie kilku lat już nie nadążała, nie dawała rady, co było widać na co dzień, kiedy się weszło do księgarni. Motywacji do życia zaczęło jej brakować, ale wiedziała, że musi…

Mimo wszystko wciąż była wsparciem dla wielu…. Była, słuchała, doradzała... Wiem, jestem o tym przekonany, że wielu rodakom doradziła dobrze, wiele osób posłuchało jej rad i do dzisiaj są jej wdzięczni.

Nowa księgarnia w Clifton

Kiedy Passaic przestał być atrakcyjnym miejscem dla polskiego biznesu, w 2007 roku podjęła decyzję o przeniesieniu księgarni na Botany Village Square w Clifton. Kiedy zorganizowała ładne, oficjalne jej otwarcie, pokazała to polska telewizja z Chicago w programie „Oblicza Ameryki” oraz telewizja Polsat z Polski. – To było dla mnie ważne i piękne wydarzenie. Szkoda, że Leszek tego nie widział – podkreślała pani Alina.

Można było tutaj kupić koszulki i czapki z białym orłem. Można było też kupić polską muzykę na CD i polskie filmy na DVD. Ale przede wszystkim książki. Tematyka była bardzo szeroka: beletrystyka, obyczajowe, sensacyjne, romanse, wojenne, historyczne, poradniki medyczne, poradniki dla fotografów, ogrodników itp. – Ludzie najczęściej kupują romanse, literaturę sensacyjną, poradniki medyczne i z dziedziny parapsychologii, co jest zrozumiałe, bo czasami chwytają się wszystkiego, aby sobie pomóc – tłumaczyła pani Alina.

Czy była to słuszna decyzja z przeniesieniem księgarni? Chyba jednak nie, jeśli spojrzymy na wydarzenia, które później nastąpiły. Ale na dany moment biznesowa decyzja była słuszna, bo ułatwiła jej bycie bliżej Polaków i polskości…

Moja córka Magdalena jako pierwsza, 10 lat temu, założyła na Botany Village Square sklep „Ziółko”, w którym zaczęła sprzedawać polskie kosmetyki, zioła i leki – opowiadała mi Alina Karpiesiuk. – Pięć lat później w jej pobliżu syn Konrad otworzył sklep ze słodyczami „Delicje”. A potem ja przeniosłam tutaj z Passaic moją księgarnię. Znalazłam się dokładnie między nimi. Zbieżność była zupełnie przypadkowa, po prostu w tym miejscu zwolnił się lokal. Miało to oczywiście dobre strony. Ta bliskość sprawiała, że mogliśmy sobie nawzajem pomagać – podkreślała pani Alina.

Coś się kończy...

Po utracie ukochanego mężczyzny Ala zachorowała, choć próbowała sobie pomóc. Nie pomogło. Próbowali najbliżsi. Nie pomogło.

Z miesiąca na miesiąc biznes „szedł” coraz gorzej. Jej pasja, coś, co sobie wypracowała przez lata ciężkiej pracy, przestało przynosić pozytywne efekty, satysfakcję i chęci do życia.

Ala naprawdę próbowała. W tym miejscu na pewno powiedziałaby „przepraszam” (co zresztą często i wówczas czyniła), że czasem nie była dyspozycyjna na tyle, aby sprostać oczekiwaniom klientów. Wiem jednak, że zawsze celem jej życia była właśnie księgarnia i jak najlepsza obsługa klientów.

W 2014 roku los po raz kolejny potraktował Alinę „twardo”, jej perełka – księgarnia – spłonęła… Potężny pożar wybuchł 31 maja, w nocy z soboty na niedzielę, w szeregu budynków przy Dayton Avenue na Botany Village Square. Najbardziej ucierpiała kamienica, w której mieściła się właśnie Księgarnia – Polish Bookstore. Podczas akcji gaśniczej strażacy uratowali 50-letniego mężczyznę znajdującego się na klatce schodowej jednego z budynków. Dwóch mężczyzn z pobliskiego klubu nocnego uratowało natomiast starszą kobietę. Oprócz jednego strażaka, który w akcji gaśniczej odniósł niegroźne obrażenia ciała, nikt nie został poważnie ranny. 20 mieszkańców zniszczonych kamienic straciło dach nad głową.

Pozostałości po budynku zostały zburzone i uprzątnięte. Teraz stoi tam duży, biały płot, który odgradza puste miejsce od... przeszłości.

Niespodziewanie kolejny etap życia Ali tragicznie się zakończył.

Odeszła nagle…

Bezradna i zagubiona, wróciła 1 kwietnia 2017 roku do rodzinnego Białegostoku. Kupiła mieszkanie, meble, miała plany na tu i teraz… Ale tu i teraz dla niej to była samotność. Bardzo tego nie lubiła. Często skarżyła się, że po co ma dalej żyć, kiedy jest sama. Syn i córka mają swoje rodziny i obowiązki, nie mają dla niej zbyt wiele czasu. W pewnym momencie straciła motywację do życia. Odeszła nagle…

– Mama służyła wielką pomocą dla wielu osób, była inspiracją i osobą do naśladowania. Kochała życie, choć ją traktowało po macoszemu. Ale przede wszystkim kochała książki, a książki kochały ją – mówił ze łzami w oczach Konrad, syn Aliny, kiedy poinformował mnie o śmierci matki. – Mnie, siostrze i na pewno wielu innym osobom, którym kiedyś pomogła, będzie jej bardzo brakować – podkreślił.

Mama była dla wielu inspiracją i motywacją, coś było w Niej takiego, że po spotkaniu z Nią chciało się czegoś spróbować. Naszą Mamę, wbrew pozorom, bardzo kochaliśmy. Może do końca nie miała tej świadomości? Była naprawdę dobrym człowiekiem – dodała córka Magda.

Została pochowana w Białymstoku.

ALU – SPOCZYWAJ w SPOKOJU!

Janusz M. Szlechta

wróć

Fotorelacje

Pielgrzymki do Amerykańskiej Częstochowy

Tradycyjnie już od ponad 30 lat druga niedziela sierpnia jest dniem przybycia pieszych pielgrzymek do Amerykańskiej Częstochowy. Pątnicy mieszkający na co dzień w różnych stanach USA wędrują do Duchowej Stolicy Polonii z okazji uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, jednocząc się szczególnie w tym czasie z naszymi rodakami pielgrzymującymi na Jasną Górę w Polsce. Fot. czestochowa.us

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com