New Jersey

poleć serwis drukuj

Polonia postawiła krzyż na łagrach Kołymy

11-08-2018

Po wielu trudach...
To, co wydawało się...
Pierwsze spojrzenie...
Po wbiciu krzyża,...
Polacy nie...
Jurek Majcherczyk...
- Jakaś siła wyższa...
Budynki łagru są...
Krzyż stanął na...
Na tereny łagrów...
Polacy niosą krzyż...
Tak obecnie wygląda...

– To, co się tam wydarzyło, jest w niektórych miejscach trudne do wytłumaczenia – mówi w rozmowie z „Białym Orłem” Jerzy Majcherczyk, zapalony podróżnik z New Jersey, któremu na przełomie lipca i sierpnia br. udało się postawić krzyż katolicki na łagrach Kołymy. Stanął w miejscu, gdzie z dala od ojczyzny zginęły z wycieńczenia tysiące Polaków. Dzięki amerykańskiej Polonii ich dusze doczekały się nie tylko krzyża, ale i modlitwy. To jedna z najpiękniejszych historii, jakie wydarzyły się roku 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.  

Wszystko zaczęło się w 2009 roku od snu, jaki Jerzy Majcherczyk przeżył niedaleko jeziora Bajkał, w początkowym biegu rzeki Leny. – Śniło mi się, że idą do mnie z podziemi jakieś tłumy ludzi, wyglądające jak szkielety, w łachmanach z wyciągniętymi rękami, coś szepczą i zaczynają się do mnie zbliżać, zaczynają mnie dotykać, drapać palcami. Te twarze nie były jakieś złe, raczej takie błagające, ale zarazem straszne – kościotrupy, w których są oczy – opowiadał „Białemu Orłowi” kilka miesięcy temu. Okazało się, że niezwykły sen miał miejsce na szczątkach łagru. To właśnie wtedy podróżnik postanowił wyruszyć na Kołymę ze specjalną, duchową misją.

Pierwszą próbę podjąłem już 4 lata temu, ale wtedy Rosjanie wtargnęli na Krym. Nasza grupa liczyła 27 osób. Byliśmy gotowi, ale w momencie, gdy to się stało, wszystko się rozpadło. Nikt przecież nie chce podróżować przy takim zagrożeniu – tłumaczy rezygnację z wyprawy na Syberię w 2014 roku.

Do swoich planów podróżnik wrócił w 2017 roku. – Ta podróż była podporządkowana temu, aby zrealizować główny cel, czyli upamiętnić ofiary Syberii i odprawić modlitwę nad ich grobami, które tak naprawdę nie wiadomo gdzie są – mówi.        

Ważną częścią przygotowań do wyprawy było zamówienie krzyża w Magadanie – rosyjskim mieście nad Morzem Ochockim. – Początkowo były odpowiedzi w stylu: „po co wam krzyż?”, ale później u Rosjan nastąpiła zmiana nastawienia. Obawiałem się też o jakość tego krzyża, mimo iż jego cena początkowo wydawała mi się bardzo wysoka – opowiada Majcherczyk.

Kolejny dylemat dotyczył tego, co napisać na krzyżu? – Najpierw usłyszeliśmy, że musi to być w języku rosyjskim, bo ponoć są takie wymogi, ale później z tego zrezygnowano. Nie wiem dlaczego. Jeszcze na 3 tygodnie przed wyjazdem miałem pustkę w głowie i nagle... dzwoni telefon. Odzywa się Adam – dość znany polonijny poeta – i mówi, że napisał wiersz dla pewnej pani w Wierszynie na północ od Irkucka. Chciał, żebym go tam zabrał w formie drukowanej. Zgodziłem się, a gdy przeczytałem ten wiersz, stwierdziłem, że facet naprawdę ma talent! Zapytałem go więc, czy nie napisałby specjalnego wiersza na nasz krzyż? Odpowiedział, że tak, ale potrzebował do tego więcej informacji o naszej inicjatywie, dlatego wysłałem mu artykuł z „Białego Orła” i kopie wielu listów do różnych organizacji – mówi podróżnik.

Po 3 dniach Jerzy Majcherczyk otrzymał od pana Adama wiersz na 4 zwrotki. Po wspólnym skróceniu go do 2 części został wysłany do Rosji, by znalazł się na tabliczce z brązu.

Z Moskwy na Syberię

W wyprawie na Kołymę, w dniach 26 lipca – 9 sierpnia, udział wzięły 23 osoby – 19 Polonusów ze Stanów Zjednoczonych oraz 4 osoby z Polski. Dla wszystkich organizator przygotował specjalne koszulki „Syberyjska Odyseja” z tekstem wspomnianego wierszu w ramce na kształt drutu kolczastego.

Pierwszym etapem wyprawy była Moskwa. Po zwiedzeniu tego miasta ekipa wyruszyła do Krasnojarska. – Tam spotkaliśmy polskiego księdza Tadeusza, który przenocował nas w niedawno zbudowanym kościele. Spotkaliśmy też innych Polaków, z których większość niestety nie mówiła po polsku – opowiada Majcherczyk.

Dalsza podróż z Krasnojarska do Irkucka pociągiem transsyberyjskim trwała półtora dnia. – Wtedy zacząłem powoli dojrzewać do tego, jak przygotować moją grupę do oddania hołdu na Kołymie. Miałem ze sobą Pismo Święte, więc puściłem je „przez przedziały”, tak, aby 10 osób mogło wybrać sobie fragmenty do odczytania na trakcie kołymskim. Postanowiliśmy bowiem, że jadąc prawie 400 kilometrów w jedną stronę do łagru, będziemy się zatrzymywać i odmawiać krótkie modlitwy. To był ten cel, który wziął się z mojego snu w 2009 roku. Wiele osób zwierzyło mi się później, że uświadomili sobie, że około 70 lat temu tymi samymi torami w bydlęcych wagonach jechali polscy zesłańcy z Wilna czy Kresów – mówi, nie ukrywając emocji podróżnik z Nowego Jorku.

W Irkucku grupa zwiedziła Bajkał i najwyższy szczyt Gór Bajkalskich, czyli Górę Jana Czerskiego (polski geolog, zesłaniec z 1863 roku). Spotkała też innych polskich księży. – Było to o tyle ważne, że mogliśmy wziąć udział w mszy świętej, która pomogła nas przygotować duchowo do wizyty na Kołymie – podkreśla Majcherczyk.

Z Irkucka do Magadanu ekipa poleciała samolotem. Nazajutrz wyjechała na dwudniowy wypad do jednego z łagrów Kołymy. – Mieliśmy około 400 kilometrów w każdą stronę i po drodze zatrzymywaliśmy się kilka razy, żeby odmawiać modlitwy – mówi Majcherczyk.

Cały trakt kołymski liczy około 2,000 tysiące kilometrów i prowadzi od Magadanu do Jakucka. W obszarze kołymskim, gdzie płynie rzeka Kołyma, która wpada do Morza Arktycznego, było około 3 tysięcy łagrów. – Większość z nich powstała w 1942 i 1943 roku, po napaści Niemców na Rosję. Wtedy odkryto tam cenne rudy, uran, złoto, miedź i cynk. Ocenia się, że zginęło tam od 800 tysięcy do 3 milionów ludzi – opowiada Majcherczyk. – Opisy wielu książek i wspomnień mówią, że jeśli ktoś tam padł z wycieńczenia lub zginął w jakimś wypadku przy budowie, to ściągano z niego ubranie i zakopywano go w tej drodze, jako budulec. Chodzi oczywiście o tę dawną drogę, bo dzisiaj jest w początkowej części już nowa, wytyczona trochę inną trasą – dodaje.

Grupa Majcherczyka zatrzymywała się na fragmentach starej drogi. Przejeżdżający Rosjanie co chwilę mówili, że kilka kilometrów dalej jest kolejny łagier, co najlepiej oddaje ich rzeczywistą liczbę. Praca była tu mordercza, bo pracowano nawet przy mrozie -35 stopni, a bywało jeszcze zimniej.

6 sierpnia 2018

W końcu ekipa dojechała do docelowego łagru, gdzie według wiedzy historyków zginęło najwięcej Polaków. Polacy dostali się tam w cztery godziny potężnymi kamazami. Mieli szczęście, gdyż była piękna pogoda. Przejeżdżali przez kilkanaście rzek i strumieni, które po godzinie deszczu mogły zamienić się w rwące rzeki.

Tam też po raz pierwszy zobaczyli zamówiony krzyż. – Byliśmy naprawdę pod ogromnym wrażeniem, bo ten krzyż okazał się naprawdę piękny – opowiada Majcherczyk. Krzyż był wysoki na 2 metry i 20 centymetrów, a do tego miał 70 centymetrów na wbicie w ziemię. Ważył 50 kilogramów, a wykonany został z modrzewia syberyjskiego. Była też tabliczka z wierszem, którą pan Jerzy osobiście przykręcił do krzyża.

Pierwszego dnia zaczęliśmy oglądać ten łagier. Szliśmy po zboczach jednej tylko jego strony 14 kilometrów. Zastanawialiśmy się, ilu było tu ludzi. Okazało się, że między 5 a 10 tysięcy. Był też cmentarz, który robił piorunujące wrażenie, bo znajdują się tam setki mogił, na których nie ma albo nic, albo tylko słupek z tabliczką zrobioną z dna konserwy z wypisanym numerem. Na około 100 grobów, które mogliśmy dojrzeć, tych słupków było może 30. Reszta była bezimienna – opisuje szef wyprawy na Kołymę.

Okazało się, że po 60-70 latach wszystko jeszcze leży – narzędzia, podeszwy. Budynki są pozawalane, a część dolna huty jest spalona. – Wygląda to tak, jakby ci ludzie, których uwolniono, spalili to wszystko z radości – mówi Majcherczyk.

 Najważniejszą datą Syberyjskiej Odysei okazał się 6 sierpnia 2018 roku – to Dzień Przemienienia Pańskiego. To właśnie tego dnia doszło do wbicia zamówionego krzyża na Kołymie. – Planowałem że będzie dzień wcześniej, zaraz po naszym dotarciu do łagru. Chciałem go postawić w skromnym miejscu, pomiędzy zawalonymi budynkami, gdzie mieszkali więźniowie. Bałem się bowiem, żeby nie był zbyt widoczny, z wiadomych względów – tłumaczy Majcherczyk. – Ale co ciekawe, Rosjanie, którzy z nami byli, sami przekonali mnie do innego miejsca i też zmienili datę. Znajdowało się ono na wysypisku ze sztolni, czyli dziury, z której wydobywano rudę. To wysypisko stanowi wielką mogiłę i właśnie dlatego na jego czubku stanął ten krzyż. Dla nas było to fantastyczne, że to właśnie Rosjanie zaproponowali miejsce na krzyż, bo dzięki temu oni również są z nim związani – dodaje.

Najpierw grupa wykopała duży dół, do którego tuż przed wstawieniem krzyża szef wyprawy wsypał ze słoika polską ziemię z rodzinnego Siewierza, leżącego między Katowicami a Częstochową. – Zebrałem ją pod cmentarnym kościołem, który jest jednym najstarszych w Polsce. Ma prawie 1000 lat, dlatego jest to miejsce szczególne – podkreśla Jerzy Majcherczyk.

Po wbiciu krzyż został poświęcony przez księdza, a następnie obłożony przez uczestników wyprawy kamieniami i kwiatami. – Zapaliliśmy też bardzo dużo świec, które przywieźliśmy z Magadanu, i wstawiliśmy kilka polskich flag. Odczytaliśmy Pismo Święte i odśpiewaliśmy pieśni religijne i patriotyczne, łącznie z „Barką” – ulubionym utworem świętego Jana Pawła II, który zawsze chciał przyjechać na Syberię, ale nigdy nie było mu to dane – przypomina podróżnik. – Spędziliśmy tam około 2 godzin, przeżywając to wszystko, co się działo. Mówiąc szczerze, nie bardzo wierzyliśmy, że udało nam się to zrobić – dodaje.

Pomogła siła wyższa

Na tabliczce przykręconej do krzyża widnieje wiersz pt. „Jesteśmy”: „Przyszliśmy do Was Bracia Polacy, Usłyszeliśmy Wasze Wołanie. Przyszliśmy Wam oddać Cześć, by w Imię Boga Was pożegnać, słowa modlitwy do Was nieść. W pielgrzymce dzisiaj do gułagów, jesteśmy na tym kołymskim trakcie, na tym cmentarzu bez grobów, gdzie wciąż bieleją Wasze kości. Dla Was jesteśmy, Wasi Rodacy z Ameryki”. Pod treścią wiersza widnieje również informacja: „Sierpień 2018, w 100. rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę”.

Obecni Rosjanie byli poruszeni tym, co zobaczyli. – Poprosiliśmy ich, aby otoczyli ten krzyż opieką. Myślę, a jestem nawet przekonany, że jest to pierwszy krzyż katolicki, który stanął na łagrach w Kołymie. Nieistotna jest tutaj nazwa łagru, lecz to, że jest to symboliczne miejsce i że krzyż stanął tam w 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości – mówi ze wzruszeniem Majcherczyk i przypomina kolejną symboliczną scenę.   

Chodząc po tym łagrze już po postawieniu krzyża, zauważyłem na mojej drodze drut kolczasty. Miał nieco ponad metr długości i, co ciekawe, był dokładnie taki sam, jaki mieliśmy na naszych koszulkach. Co do joty! To nas po prostu postawiło na baczność – mówi. – Do dzisiaj w to nie wierzę, że nam się udało! To, co się tam wydarzyło, jest w niektórych miejscach trudne do wytłumaczenia. Jakaś siła wyższa pomogła nam przejść rzeczy, które wydawały się nie do przejścia. Wiele osób, które prowadzą wyjazdy do Rosji czy na Syberię, pytają mnie: jak to zrobiłeś, jakie masz tam koneksje? A ja najwidoczniej miałem wsparcie od tych, którzy tam na nas czekali, tak bym to ujął – puentuje Jerzy Majcherczyk.

Z łagru, na którym stanął krzyż, Polacy zabrali ze sobą drut kolczasty i ziemię, w której mogą znajdować się prochy poległych na Kołymie rodaków. Mają zostać złożone 11 listopada 2018 roku przy obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej w Amerykańskiej Częstochowie w Doylestown.

Arkadiusz Rogowski


„Jesteśmy”

Przyszliśmy do Was Bracia Polacy,
usłyszeliśmy Wasze Wołanie.
Przyszliśmy Wam oddać Cześć,
by w Imię Boga Was pożegnać,
słowa modlitwy do Was nieść.

W pielgrzymce dzisiaj do gułagów,
jesteśmy na tym kołymskim trakcie,
na tym cmentarzu bez grobów,
gdzie wciąż bieleją Wasze kości.
Dla Was jesteśmy,
Wasi Rodacy z Ameryki”.

Sierpień 2018
w 100. rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę


Polonijny Klub Podróżnika jest organizacją skupiającą w swych szeregach polonijnych podróżników, badaczy i odkrywców. Powstał z inicjatywy podróżnika, Jerzego Majcherczyka, który jest także prezesem klubu. Więcej informacji o klubie i jego działalności można znaleźć na stronie www.odkrywcy.com.

wróć

Fotorelacje

„Testament wolności. Pozwól, że opowiem Ci o Polsce…”

Sztuka pt. „Testament wolności. Pozwól, że opowiem Ci o Polsce…” przygotowana przez artystów z Teatru Wyobraźni Novum wpisuje się w obchody 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Spektakl ten prezentowany był w dwóch odsłonach: swoją premierę miał 4 listopada w Polskim Domu Narodowym w Hartford, natomiast pokaz finałowy odbył się 11 listopada w Trinity-on-Main w New Britain. Fot. Kinga Kościuk-Sejdor

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com